niedziela, 27 kwietnia 2014

Czas pędzi, wszystko się zmienia.

W końcu się zebrałam do pisania. Co tam u Was, misiaczki moje ?! :*
Już po egzaminach - jak ten czas szybko leci. 
Najlepsze zadanie egzaminacyjne ^^
Dopiero co się stresowałam egzaminami, teraz już po wszystkim. Dopiero co po raz pierwszy weszłam do mojego gimnazjum, a za niedługo będę z niego wychodzić ostatni raz. Czas leci za szybko. Ludzie za szybko się zmieniają. Dlaczego chociaż na jeden dzień nie może się wszystko zatrzymać? Ciągle żyjemy w rozpędzie, rzadko znajdujemy czas dla siebie - rzadko znajdujemy czas dla innych. Fajnie byłoby wykorzystać taki dzień spowolnienia. Każdy z nas robi wszystko automatycznie, nieraz nie zastanawiając się dlaczego robimy tak a nie inaczej, nieraz zdaje się, że "(...) życie żyje obok mnie (...)". 

Przeglądając teraz blogi innych bloggerów w celu zdobycia większego natchnienia, aby rozwinąć owy temat natrafiłam na bardzo ciekawą notkę : 
Dni w szkole mijają tak szybko, że prawie tego nie zauważam.
Dopiero był poniedziałek, a tu już środa, czwartek, piątek,
weekend i od nowa…
Czy można to jakoś zatrzymać, chyba raczej nie.
Czas pędzi nieubłaganie, zegar wybija sekundy,
 minuty, godziny i z dnia na dzień jesteśmy coraz 
starsi, bardziej doświadczeni i zmęczeni otaczającym
nas światem." autorstwa : http://marcin92.blog.onet.pl/2009/03/16/czas-pedzi-nieublaganie/

Nic dodać nic ująć, autor ujął całą prawdę.. Życie, czas, szybko leci, nieraz nie zdążymy obrócić się za siebie a już znajdujemy się w innym miejscu z innym ludźmi. Dlatego warto wykorzystać każdą chwilę, każdą sekundę naszego życia, aby każdy moment był wyjątkowy i warty zapamiętania. Abyśmy kiedyś mogli powiedzieć swoim wnuką "Moje życie było warte tego całego zamieszania".Oczywiście zamieszania w dobrym słowa tego znaczeniu :D 

"Nigdy nie wiesz co Cię czeka,
Jaką przyszłośc los Ci da,
Czy to będzie szczęscia rzeka,
Czy pod nogi ciężki głaz.
Czas ucieka, życie mija,
Ciesz się każdą nutką dnia,
Wszystko to ulotne chwile,
Życie tak króciutko trwa.
Lecz gdziekolwiek los Cię rzuci,
Będzie dobrze Ci czy źle,
Wiara, Miłośc i Nadzieja,
Niech to bedzie motto Twe."




A więc ... na dziś chyba to tyle.
# 3majcie się misiaczki *.*

Weronika.


Dżesiczka :)








wtorek, 22 kwietnia 2014

AKTYWNOŚĆ

Zabrałam się w końcu do pisania :D 
Witajcie mordki kochane ^^ 
Po świętach przybrało się troszkę ? Mi chyba tak, ale staram się wszystko spalić na rowerku. 
A wiec aktywna jestem. Niestety mój nowy rower ( roczek ) jest strasznie ciężki i potrzebny jest wielki wysiłek. Dlatego dzisiaj wybrałam się z mamą po nowy. Iiii ? I mogę w końcu jeździc kochane 50 km dziennie ^^ 
Jeżeli ktoś byłby chętny na kupno roweru link jest tu --> http://www.gumtree.pl/cp-rowery/katowice/sprzedam-rower-585887806

A tak poza tym. Jutro egzaminy. Boję się ? Nie. Robię wszystko by o tym nie myślec. W końcu od tego nie zależy całe moje życie. Gdzieś do LO muszą mnie przyjac. Już z samych ocen mam odpowiednią ilośc punktów by dostac się do wymarzonej szkoły ^^
Nie uczyłam się wiec jej lajt :D 

Ale tak jak by co to : 
TRZYMAJCIE KCIUKI , ROBACZKI :) 

A tak wracając do świat to .... co dostaliście ? 
Ja dostałam, piżamkę, kasę, ciuuuchy :D 

Mój hit tygodnia : Happy :P 

Całuski :* 
















Śliczny cytat "A dzesi byla zawsze obok ciebie, ratowala cie" ~moja mama jest zajefajna :P

sobota, 19 kwietnia 2014

ALLELUJA

Życzę Wam Radosnych Świąt Wielkanocnych 

wypełnionych nadzieją budzącej się do życia 
wiosny i wiarą w sens życia. 
Pogody w sercu i radości płynącej z faktu 
Zmartwychwstania Pańskiego 
oraz smacznego Święconego w gronie 
najbliższych osób.


Tak Kochani, dziś nastał ten dzień, w którym każdy z nas powinien się radować. Nasz Pan Zmartwychwstał. Dlatego z okazji tego święta życzę każdemu/każdej z Was : Zdrowych, wesołych, rodzinnych świąt - przepełnionych miłością, zrozumieniem i wybaczeniem. Niech - w tym ważnym dla katolików okresie roku - spełnią się wszystkie prośby. Niech zajączek przyniesie wiele prezentów, niech złocisty kurczaczek włoży do koszyczka wiele kolorowych pisanek, niech baranek wniesie pokój w Wasze domy - serca. Chcę Wam po prostu życzyć WESOŁEGO ALLELUJA. 

Tak, właśnie. Święta nastały. Cała Polska świętuje ten ważny czas. Ale jak Wy go świętujecie? Jak ja go świętuje? Mimo to, że każdego z nas łączy jedno święto, jedno wyznanie, jedna ojczyzna - to mimo to, u każdego jest inna tradycja.

Jak jest u mnie? 

W Wielką Sobotę każdy domownik ma przydzielone prace: 
BABCIA - gotuje
MAMA - szykuje stół
DZIADEK - ogarnia wszystko na ogródku, chowa jajka wielkanocne w trawie - pomiędzy kwiatkami
JA - maluję jajka, szykuję koszyczek <-- najczęściej z mamą 
 Następnie udajemy się do Kościoła na godzinę 16.oo, aby poświecić produkty znajdujące się w koszyczku : chleb, sól, ćwikła, szynka, jajka, babka, sernik.
Wracamy do domku. Babcia szykuje kilka potraf w kuchni. Później wszyscy siadamy do stołu. Babcia każdemu z nas rozdaje produkty z koszyczka, modlimy się, stukamy jajkiem i zanim cokolwiek zjemy każdy z nas mówi na cały głos : WESOŁEGO ALLELUJA, CHRYSTUS ZMARTWYCHWSTAŁ. Po spożytej kolacji wielkanocnej, najmłodszy domownik - ja - rozdaje prezenty.  Wszyscy się cieszą i radują. Następnie około godzin 19.00 udajemy się do ogrodu i szukamy jajek, które uprzednio schował dziadek :)
O godzinie 20.00 w naszym kościele odbywa się rezurekcja : liturgia światła, słowa, chrzcielna, eucharystyczna. Na końcu uroczysta procesja wokół kościoła.
Tak właśnie jest u mnie - ciekawie, zabawnie, rodzinnie.
Wiem, że u wielu ludzi w niedzielę odbywa się świąteczne śniadanie, że w niektórych rodzinach nie praktykuje się obdarowywania innych prezentami podczas tych świąt. Mieszkam na Śląsku i z tego co wyczytałam i słyszałam, tradycja dawania prezentów wywodzi się z Niemiec. Jak wiadomo Śląsk był kiedyś pod zaborem pruskim, praktykowano tu germanizacje czyli przyswajanie języka, kultury niemieckiej, jak i również tradycji. Stąd również pochodzi obecna tradycja w moim domu i na całym Śląsku.

A więc kochani : mam nadzieję, że Wasze serca będą przepełnione miłością. 
Dla mnie nie jest ważne to co dostanę, ile znajdę jajek - ważne jest to, że spędzam te święta z rodziną, z ludźmi, którzy mnie kochają, z ludźmi, dzięki którym jestem tu i robię to co robię. Bo właśnie, w przeżywaniu świąt ważne jest również to z kim je przeżywamy - ja wiem, że przeżywam je z najważniejszymi ludźmi w moim życiu - z rodziną. 









sobota, 12 kwietnia 2014

WEEKEND'DZIK ^^ - trochę wolnego, a może nie ?

Witajcie, kochani.
Długo nie pisałam - tydzień - ale szczerze powiedziawszy nie miałam na to czasu. Dlaczego ? Wszystko przez nadrabianie 2.tygodniowej nieobecności w szkole - cały czas zamulanie nad książkami. Dziś trochę luźniejszy dzień. A może nie ? Hm ...
Opowiem Wam go trochę później - niżej - bo chcę teraz przedstawić moje ostatnie (nocne) przemyślenia.

Tak sobie leżę i myślę, i o czym myślę? O wszystkim. Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami. 
Często zadajemy sobie pytania : Dlaczego mnie to spotkało? Jest przecież tak wiele ludzi na świecie. Dlaczego ten los musiał spotkać mnie? Dlaczego ja tak bardzo cierpię? Dlaczego mi się w życiu nie układa? Dlaczego inni robią karierę, a ja dalej stoję w miejscu? Te pytania zadaje sobie każdy z nas. Najbardziej popularnym jest "Dlaczego ja?" - nawet z tej popularności powstał program. :D
Każdy z nas ma swoje EGO, każdy w jakimś stopniu jest pewnego rodzaju egoistą. I wiele ludzi będzie stawiało siebie samego na pierwszym miejscu - kłaniam się tym, którzy stawiają bliźniego na tym najwyższym stopniu podium. I nie mówię, że to jest złe (bycie egoistą), bo nie jest - ale nie jest złe, wtedy, kiedy potrafimy z tego korzystać, wtedy, kiedy to nie staje się naszą obsesją. W moim drugim poście z 28 marca napisałam, że ja jestem reżyserem swojego życia i to ja warunkuję na to co w życiu zrobię. Ale też nigdy nie mogę zapomnieć o tych najważniejszych ludziach w moim życiu : mamie, babci, dziadku, przyjaciołach.
Każdy czynnik oddziałuje na to kim jesteśmy, każdy pozytywny jak i negatywny komentarz w naszą stronę. Ale to tylko my decydujemy co z tym zrobimy. Czy będziemy bardzo przejmować się krytyką lub plotkami chodzącymi na nasz temat? Czy będziemy się z tego śmiać ? :) - ja wolę się śmiać, podziwiam ludzi, którzy wiedzą na mój temat więcej niż ja sama. Rozumiem ... nieraz osoby trzecie widzą więcej i mogą nam pomóc, ale wszystko ma granice. Pamiętam kiedyś taką sytuację : pojechałam z mamą pod sklep, chciałyśmy zaparkować na "naszym" miejscu - miejscu dla osób niepełnosprawnych - stały 3. kobiety ( jedna starsza około 55-60 lat) i chłopczyk (ok. 7 lat), mama grzecznie ich wyminęła i stanęła nieco z boku. Ja na jej miejscu dawno zaczęłabym trąbić i prosiłabym o przesunięcie. Ulica i parking nie są miejscami do ucinania sobie pogawędek - od tego jest chodnik. Anyway. Gdy jeszcze znajdowałam się w samochodzie, słyszałam komentarze na mój temat : "Ona jest chyba niepełnosprawna". Gdy wyszłam z auta, starsza kobieta powiedziała : "A nie mówiłam!" i się wszystkie na mnie popatrzyły. Ja obróciłam się w ich kierunku, uśmiechnęłam się i powiedziałam "Dobry Wieczór ! :) ", po kilkusekundowej przerwie dodałam : "Tak, mówiła Pani bardzo dobrze, jestem niepełnosprawna, a jeżeli Pani miałaby chodź odrobinę moralności, empatii i szacunku do innych to ustąpiłaby Pani owego miejsca wiedząc, iż jestem ograniczona", uśmiechnęłam się i weszłam do sklepu. Gdy z niego wychodziłam owa kobieta dalej stała. Ja wraz z mamą, zapakowałyśmy zakupy do bagażnika samochodu, gdy usłyszałam " Ty smarkulo, myślisz, że możesz starszym podskakiwać? Już ja Ci pokażę. Nie wiem jak Ciebie rodzice wychowali, nic z Ciebie nie będzie. To, że jesteś chora nie zwalnia Cię z tego, że masz być wredna (...)" w ogóle w moją stronę poszły taki historie o których w ogóle nie miałam pojęcia. Moja mama weszła do auta, bo dobrze wie, że daję sobie świetnie radę z różnego rodzaju obelgami - jestem doświadczona ^^ . Spokojnie wysłuchałam jej zdania po czym powiedziałam : "Zazdroszczę Pani weny twórczej - tak na poczekaniu wymyślać historię to prawdziwa sztuka. Ukłony i podziw. Mam dla Pani propozycję. Niech wyda Pani książkę, widzę Panią jako pisarkę, naprawdę". Weszłam do auta. Otworzyłam okno i dodałam ( dość głośno, ale miłym, przyjaznym głosem z bananem na twarzy ) : "Aha, niech Pani mnie powiadomi o premierze książki, będę pierwszą osobą, która ją kupi i przeczyta z wielkim zaciekawieniem. Do widzenia i spokojnej nocki". Nagle na całym rynku rozchodził się dźwięk oklasków. Co chciałam Wam przez to pokazać?  Że mimo tego, iż zostałam obrażona, zostałam zmieszana z błotem to nie uległam złym "intencjom" innego człowieka. Przyjęłam to do wiadomości, wysłuchałam, ale nie przejęłam się tym. Dlaczego ? Dlatego, że to ja jestem reżyserem własnego życia i to ja, decyduję co umieszczę w swoim scenariuszu. Mogłam się przejąc tą sytuacją, mogłam zacząć krzyczeć na tę kobietę - nie zrobiłam tego, ponieważ wiem co to jest moralność, wiem, że każdy ma uczucia - ta kobieta również - i wiem również to, iż ona była osobą starszą, a do starszych powinno mieć się szacunek. Zachowałam resztki godności. Nie zapomnę zdania, które skierowałam do "swojego ojca" : " Ja jestem człowiekiem na poziomie i nie będę zniżała się do czyjegoś stopnia - a na pewno nie do Twojego". Właśnie ! Nie stałam się taką osobą jak ta kobieta. Zachowałam racjonalny umysł. Co chce Wam przez to pokazać? Że to pytanie "Dlaczego ja?" powinniście zadać sobie. Dlaczego? Bo to Wy kształtujecie swoje życie. 
Dla mnie - osobiście - takie pytanie nie powinno istnieć, ale jeżeli już jest to korzystajmy z niego w taki sposób, aby nikt nie cierpiał. Sądzę, iż owe pytanie nie jest potrzebne w naszym zasobie słów. Dlaczego? Dlatego, że pewne rzeczy są zaplanowane z Góry. Tak ma być. Każdy z nas ma swój krzyż, który musi dźwigac. Nigdy on nie jest ani za lekki ani za ciężki, żeby nie móc z nim iść przez życie. Każdy z nas ma misję do spełnienia. Każdy z nas jest po coś ... 

A więc to co przeczytaliście to takie moje "wypociny" o 1.oo . 
A teraz może krótko przedstawię Wam czas, który spędziłam podczas mojej nieobecności na blogu.
Poniedziałek : szkoła, nauka.
Wtorek : szkoła, nauka.
Środa : szkoła, nauka
Czwartek : doradztwo zawodowe, ucieczka z angielskiego, szkoła, nauka, spotkanie z Patrycją ( chyba ) 
Piątek : szkoła, fryzjer, Droga Krzyżowa, oaza, spacer, wytwór z biologii, spanko o oo.30 :D
Sobota - dzisiaj 
Pobudka - punkt 7.46 , roznoszenie paczek chorym z naszej parafii - pomyłka z Patrycją. Nasza moderatorka, powiedziała, że mamy iść do pana Stefana, no to maścimy na 7. piętro. Dzwonimy. Drzwi się otwierają. Otwiera mężczyzna. Pytam się : "Pan Stefan?" , on "Nie, jestem W..." ( nie pamiętam jak miał na imię, coś na W), to mówimy "Aha to chyba pomyłka, przepraszamy", po czym on mówi : "Już wiem o co chodzi, wy do mamy, Stefani" UPS ! Przypał. Już się tam nigdy nie pokażemy :P 
Potem moja przyjaciółka szła do fryzjera, ja jej towarzyszyłam. Potem spacer. Park. Dziw-karska szminka :P <-- wiem, że to czytasz Patrysiu *.* kocham Cię, moja dziweczko z trzech garbów. 
Domek. Real. Media Markt. Domek. Biedronka. No i najlepsze !
Wycieczka rowerowa z moim deklem ! Z Dżesiczką :* z moją kochaną Dżesiką :* wyruszyłyśmy o 17.00, pojechałyśmy na Wojciecha, potem na Koreę ( dzielnica Katowic ), dzwoniła ciocia Dżesiki z zapytaniem gdzie jesteśmy to my kłamiemy, że na Wojciecha. Szybko wracać, bo coś chcieli. Potem pizza. Znowu jeździmy. Park o 20.30. Powrót do domu coś przed 21.00 . Zmęczone :) pierwszy raz na rowerze w tym roku. Warto było z Dżesiką zawsze warto. Nie ma to jak z Korei zrobić Wojciecha, wpaść do rowu, zderzyć się z drzewem, wracać się co 5 min do domu po coś, ciągnący seeer z pizzy, wymieszać wszystkie sosy, bać się chłopaków z parku, wchodzić na dach, wyklinać się co sekundę.


No cóż rozpisałam się. Dziś tak troszku chaotycznie - jak ostatnio, ale jak wcześniej pisałam, tak samo jest w mojej głowie. Brak jakiegokolwiek schematu.

# 3majcie się ciepło. Dobranoc :*
Zapodam Wam kilka zdjęć :* 

Przed wizytą u fryzjera
Dziwkarskie usteczka :P 
Piątkowa wizyta u fryzjera ^^ 
Mój dekielek - Dżesika *.*





I believe I can fly *.* mejne oczy :P 




















sobota, 5 kwietnia 2014

Sobota

Wczoraj dzień pełen wrażeń, spotkań.
Dziś trochę bardziej na luzie.
Telewizor, internet .... i moja nowa aktywność - INSTAGRAM.
Taaak, założyłam instagram'a. Nie podobne to do mnie, bo nigdy o tym nie myślałam.
Natomiast parę dni temu przyjaciółka napisała mi, abym założyła instagram. Nie chciało mi się, ale dziś to zrobiłam. Są już dwa zdjęcia. Jedno już znacie ... kolaż z Kwiatkowskim, a drugie to moje kwiaty *.*
Kwiaty dla Kwiata *.* - jak to ślicznie brzmi ... oooo :D
http://instagram.com/weronikaurbanskamylife <-- tu macie mojego INSTA, jak chcecie to obserwujcie.
Jeżeli macie do mnie jakieś pytania to spokojnie możecie zadawac je tu ---> http://ask.fm/littleblueberrysmiley
Hm ... no to z organizacyjnych rzeczy mamy wszystko załatwione - DONE !
Ja dziś - totalny luz.
Spotkałam się z przyjaciółką. Pośmiałyśmy się, pochodziłyśmy, potem przyszłyśmy do mnie.
U mnie imprezka. Przyszedł wujek z drugim wujkiem, zrobiliśmy grilla. Zjedliśmy szaszłyki, skrzydełka, kiełbaski. Mniam ... *.*
Około 20 minut temu po Patrycję przyjechali rodzice i tak właśnie sobie teraz piszę dla Was notkę.
Piszę i nie wiem co piszę. Przepraszam, jeżeli dziś będzie z tego takie "masło maślane", ale jakoś tak samo prezentuje się wszystko w mojej głowie. Pełno myśli, każda przetacza się przez inną. Dlaczego ?
Nie wiem. Może dlatego, że uświadamiam sobie wszystko ?! Może dlatego, że ludzie wokół mnie mają wiele problemów o których mi mówią, a ja staram się jak najlepiej doradzić? Może dlatego, że martwię się życiem/losem osób na których mi zależy i bardzo przejmuję się ich sprawami? Sądzę, że to wszystko ma pewien wpływ na to co dzieje się w mojej wyobraźni/mózgu/głowie. Nakłada się jeszcze na to wybór nowej szkoły - ciężko mi z tym. Brak planów na moje życie zawodowe. Dla mnie liczy się dziś, liczy się teraz. Nie lubię wybiegać w przyszłość i nie lubię myśleć o przeszłości. Cieszę się z tego co jest. Cieszę się, iż mogłam rano się obudzić, cieszę się, że każdego ranka mogę zjeść śniadanie. Po prostu cieszę się z codzienności. Nie mam zaplanowanego całego życia - co ma być to będzie, niestety wybór szkoły chodzi za mną jak cień. Coraz większymi krokami zbliża się termin wysyłania zgłoszeń. A ja co ? Pustka , zero , null . !
Nie ma zbyt wiele czasu,by być szczęśliwymi. Dni przemijają szybko. Życie jest krótkie. W księdze naszej przyszłości wpisujemy marzenia, a jakaś niewidzialna ręka nam je przekreśla. Nie mamy wtedy żadnego wyboru. Jeżeli nie jesteśmy szczęśliwi dziś, jak potrafimy być nimi jutro?
Dlatego ... wykorzystaj ten dzień ( w tym wypadku jutrzejszy, bo dziś dzień powolutku się kończy ) dzisiejszy. Obiema rękoma obejmij go. Przyjmij ochoczo, co niesie ze sobą: światło, powietrze i życie, jego uśmiech, płacz, i cały cud tego dnia. Wyjdź mu naprzeciw.

Czasami czuję się jak Alicje, zagubiona w świecie trudnych dorosłych spraw. Momentami chciałbym uciec w inny zaczarowany świat, ale to nie takie proste. Trzeba walczyć, walczyć o wspaniałe życie, mimo przeciwności i kłód rzucanych pod nogi. Może mnie to kosztować wiele, ale znajdę swoje zaczarowane miejsce i złapię tego białego królika zwanego szczęściem i będę królową zamku zwanego życiem.
Szczęście łapię, łapię powoli. Jestem szczęśliwa, ale zawsze w życiu będziemy doszukiwali się głębszego szczęścia, zawsze będzie nam czegoś brakować.
Dlatego w życiu ważna jest walka, walka o szczęście - nigdy nie wolno się w tej walce poddać, zawsze trzeba walczyć. Nieważne co się stanie, nie poddam się i będę spełniała swoje marzenia.
Nie bez powodu w moim życiu istnieje zdanie MAKE DREAMS COME TRUE. To jedno zadanie towarzyszy mi codziennie. Ono przypomina mi jaki mam cel. Celem są marzenia, wiara w nie i możliwość ich spełnienia.

No i patrzcie. Rozpoczęłam tę notkę, bez żadnego planu, a tu BUUUUCH ! Rozpisałam się jak nigdy :D
3majcie się ciepło, bo noc chłodna.
Przemyślcie to co napisałam. Nie martwcie się tym co będzie, żyjcie teraźniejszością, bo "w tej sekundzie jesteś starszy niż kiedykolwiek byłeś i młodszy niż kiedykolwiek będziesz. Wykorzystaj to dobrze :)"

Szczęśliwa Weronika na swojej 16-stce *.*


SMILE :D


piątek, 4 kwietnia 2014

Miła niespodzianka :D

No siemanko, skarby moje :D
Hm ... co by tu dziś napisać? Jaką notkę?
Może zacznę od początku :P
Rano uczyłam się troszkę geografii, bo dowiedziałam się, że po mojej 2tyg. chorobie od razu jak przyjdę do szkoły - w środę - mam pisać sprawdzian. No cóż. Taka szkoła, taka oświata - nieraz ręce opadają.
Następnie szkolenie psa - codziennie dwie sesje po 15 minutek.
Chwila wolnego i jechałam z babcią po mamę do pracy. Gdy ją odebraliśmy to udaliśmy się do Castoramy, Ikei i Agaty Meble. Pooglądaliśmy, pokupowaliśmy, pojadłyśmy :D
Wróciliśmy do domciu; odpaliłam laptopa i przeglądałam licea i technika.
Czekałam na telefon od swojej moderatorki/animatorki z oazy - Asia.
Gdyż dziś ulicami mojej dzielnicy szła Droga Krzyżowa, niestety nie mogłam w niej uczestniczyć, ponieważ po chorobie boję się tak długiego spędzania czasu na dworze.
Asia miała do mnie zadzwonić kiedy będą kierować się ku salką katechetycznym, ponieważ co piątek o godzinie 18.00 spotykamy się na oazie.
Co to jest oaza ?
Oaza to Ruch Światło-Życie, którego założycielem był ks. Franciszek Blachnicki.
A w szczególności oaza to wspólnota, oaza to ludzie, dzięki którym moje życie nabiera sensu, ludzie bez których nie wyobrażam sobie życia, ludzie którzy są dla mnie jak rodzina.
Na oazę poszłam z głupoty - tak z głupoty, z ciekawości.
W tym roku przystępuję do sakrament bierzmowania. W domu katechetycznym mamy spotkania z animatorami - moją animatorką jest Asia. Pewnego dnia podczas spowiedzi rozmawiałam z księdzem i powiedział słowa "Aniołku, przyjdź w piątek na 18.00 na oazę. Spotyka się tam młodzież i zobaczysz Twoje życie się zmieni". Nie byłam co do tego przekonana. Na katechezie spytałam o to panią katechetkę, ona powiedziała mi, że jeśli będę chodziła na oazę to nie muszę chodzić na oddzielne spotkania dot. bierzmowania. Namówiłam przyjaciółkę. Poszłyśmy. Pamiętam byłam wtedy na wózku, ponieważ byłam po operacji stopy. Pamiętam, że byłyśmy bardzo spięte. Rozpoczęła się zabawa z żółwiem inwalidą, z naszym kochanym fioletowym żółwiem bez dwóch kończyn. Zabawa polega na tym, że każdy ( w kółku ) dostanie żółwia i mówi "To jest żółw inwalida dostałem/am go od ... " i ta osoba musi po kolei wymienić imiona a na koniec powiedzieć swoje, i powiedzieć co lubi, i co ją interesuje.
Wracając ...
Czekałam na telefon Asi - niestety się nie doczekałam.
Zadzwoniła natomiast moja przyjaciółka ( która nie chodzi na oazę ), że Kasia ( koleżanka z oazy ) powiedziała, że dziś nie ma spotkania, gdyż Droga Krzyżowa była długa i męcząca. Z planowanej 5 minutowej rozmowy przez telefon, rozmawiałyśmy godzinę i 16 minut. Gadałyśmy o wszystkim i niczym, najwięcej o szkole wyższej :D
Pod koniec rozmowy zadźwięczał dzwonek do furki. Patrzę ... Moja przyjaciółka ( ta z która poszłam na oazę ). Kochana przyszła mnie odwiedzić. Powiedziała, że tylko na chwilkę, bo z oazy siedzą w parku. Z chwili zrobiło się 30 min. Po czym dzwoni do niej telefon. Pytają się jej gdzie jest. To ja krzyczę, że u mnie. Za chwilę głos w telefonie "No to wbijamy". Niestety nie przyszli wszyscy, bo niektórzy mają swoje sprawy w domu. Ale przyszła Sylwia, Ola, Kamil. Było cudownie *.* uwielbiam takie spontany.
Poczułam się cudownie. Pamiętali o mnie. *.* oni są niesamowici, naprawdę nie wyobrażam sobie teraz życia bez nich.
Pogadaliśmy. Pośmialiśmy się. Powygłupialiśmy. Pojedliśmy. Popiliśmy - herbaty :D
Niestety czas biegnie nieubłaganie. Sylwia miała o 21.17 autobus. Musieliśmy się rozstać.
Oczywiście pięciominutowe przytulanie z każdym. Kocham te nasze przytulski *.* nikt takich nie ma jak my - są one wyjątkowe. To co czuję będąc z nimi, jest niemożliwe do opisania. Wystarczy mi, że pomyślę o nich to robi mi się lżej na duszy/sercu. Nie żałuję tego, że odważyłam się pójść na oazę. Bałam się tego, ale teraz wiem, że tak miało być. Gdyby nie oni, nie wiem co bym teraz robiła - kim bym była.
Oni sprawiają, że mój świat staje się lepszy, kolorowy, radosny, przepełniony miłością, nadzieją.
Kocham ich ♥

Sądzę, że na dziś się dość rozpisałam :D 
Dobranoc. Dorzucę Wam jeszcze kilka zdjęć :D 

Haha ... moje pierwsze "Jabłko z gruszką" - rodzinny rysuneczek :D 

Mój zmęczony piesio *.* 

Y- yyyy 

Nie wiem co napisac w tej notcke :P

Takie tam przed Agata Meble 

Tak babuniu, śliczna jesteś :)


PS. Zapomniała Wam jeszcze napisać, że 28 czerwca jadę na rekolekcje z oazy. Poziom 0. Może z kimś się będę widzieć ? :D Piszcie.