Witajcie, kochani.
Długo nie pisałam - tydzień - ale szczerze powiedziawszy nie miałam na to czasu. Dlaczego ? Wszystko przez nadrabianie 2.tygodniowej nieobecności w szkole - cały czas zamulanie nad książkami. Dziś trochę luźniejszy dzień. A może nie ? Hm ...
Opowiem Wam go trochę później - niżej - bo chcę teraz przedstawić moje ostatnie (nocne) przemyślenia.
Tak sobie leżę i myślę, i o czym myślę? O wszystkim. Podzielę się z Wami moimi przemyśleniami.
Często zadajemy sobie pytania : Dlaczego mnie to spotkało? Jest przecież tak wiele ludzi na świecie. Dlaczego ten los musiał spotkać mnie? Dlaczego ja tak bardzo cierpię? Dlaczego mi się w życiu nie układa? Dlaczego inni robią karierę, a ja dalej stoję w miejscu? Te pytania zadaje sobie każdy z nas. Najbardziej popularnym jest "Dlaczego ja?" - nawet z tej popularności powstał program. :D
Każdy z nas ma swoje EGO, każdy w jakimś stopniu jest pewnego rodzaju egoistą. I wiele ludzi będzie stawiało siebie samego na pierwszym miejscu - kłaniam się tym, którzy stawiają bliźniego na tym najwyższym stopniu podium. I nie mówię, że to jest złe (bycie egoistą), bo nie jest - ale nie jest złe, wtedy, kiedy potrafimy z tego korzystać, wtedy, kiedy to nie staje się naszą obsesją. W moim drugim poście z 28 marca napisałam, że ja jestem reżyserem swojego życia i to ja warunkuję na to co w życiu zrobię. Ale też nigdy nie mogę zapomnieć o tych najważniejszych ludziach w moim życiu : mamie, babci, dziadku, przyjaciołach.
Każdy czynnik oddziałuje na to kim jesteśmy, każdy pozytywny jak i negatywny komentarz w naszą stronę. Ale to tylko my decydujemy co z tym zrobimy. Czy będziemy bardzo przejmować się krytyką lub plotkami chodzącymi na nasz temat? Czy będziemy się z tego śmiać ? :) - ja wolę się śmiać, podziwiam ludzi, którzy wiedzą na mój temat więcej niż ja sama. Rozumiem ... nieraz osoby trzecie widzą więcej i mogą nam pomóc, ale wszystko ma granice. Pamiętam kiedyś taką sytuację : pojechałam z mamą pod sklep, chciałyśmy zaparkować na "naszym" miejscu - miejscu dla osób niepełnosprawnych - stały 3. kobiety ( jedna starsza około 55-60 lat) i chłopczyk (ok. 7 lat), mama grzecznie ich wyminęła i stanęła nieco z boku. Ja na jej miejscu dawno zaczęłabym trąbić i prosiłabym o przesunięcie. Ulica i parking nie są miejscami do ucinania sobie pogawędek - od tego jest chodnik. Anyway. Gdy jeszcze znajdowałam się w samochodzie, słyszałam komentarze na mój temat : "Ona jest chyba niepełnosprawna". Gdy wyszłam z auta, starsza kobieta powiedziała : "A nie mówiłam!" i się wszystkie na mnie popatrzyły. Ja obróciłam się w ich kierunku, uśmiechnęłam się i powiedziałam "Dobry Wieczór ! :) ", po kilkusekundowej przerwie dodałam : "Tak, mówiła Pani bardzo dobrze, jestem niepełnosprawna, a jeżeli Pani miałaby chodź odrobinę moralności, empatii i szacunku do innych to ustąpiłaby Pani owego miejsca wiedząc, iż jestem ograniczona", uśmiechnęłam się i weszłam do sklepu. Gdy z niego wychodziłam owa kobieta dalej stała. Ja wraz z mamą, zapakowałyśmy zakupy do bagażnika samochodu, gdy usłyszałam " Ty smarkulo, myślisz, że możesz starszym podskakiwać? Już ja Ci pokażę. Nie wiem jak Ciebie rodzice wychowali, nic z Ciebie nie będzie. To, że jesteś chora nie zwalnia Cię z tego, że masz być wredna (...)" w ogóle w moją stronę poszły taki historie o których w ogóle nie miałam pojęcia. Moja mama weszła do auta, bo dobrze wie, że daję sobie świetnie radę z różnego rodzaju obelgami - jestem doświadczona ^^ . Spokojnie wysłuchałam jej zdania po czym powiedziałam : "Zazdroszczę Pani weny twórczej - tak na poczekaniu wymyślać historię to prawdziwa sztuka. Ukłony i podziw. Mam dla Pani propozycję. Niech wyda Pani książkę, widzę Panią jako pisarkę, naprawdę". Weszłam do auta. Otworzyłam okno i dodałam ( dość głośno, ale miłym, przyjaznym głosem z bananem na twarzy ) : "Aha, niech Pani mnie powiadomi o premierze książki, będę pierwszą osobą, która ją kupi i przeczyta z wielkim zaciekawieniem. Do widzenia i spokojnej nocki". Nagle na całym rynku rozchodził się dźwięk oklasków. Co chciałam Wam przez to pokazać? Że mimo tego, iż zostałam obrażona, zostałam zmieszana z błotem to nie uległam złym "intencjom" innego człowieka. Przyjęłam to do wiadomości, wysłuchałam, ale nie przejęłam się tym. Dlaczego ? Dlatego, że to ja jestem reżyserem własnego życia i to ja, decyduję co umieszczę w swoim scenariuszu. Mogłam się przejąc tą sytuacją, mogłam zacząć krzyczeć na tę kobietę - nie zrobiłam tego, ponieważ wiem co to jest moralność, wiem, że każdy ma uczucia - ta kobieta również - i wiem również to, iż ona była osobą starszą, a do starszych powinno mieć się szacunek. Zachowałam resztki godności. Nie zapomnę zdania, które skierowałam do "swojego ojca" : " Ja jestem człowiekiem na poziomie i nie będę zniżała się do czyjegoś stopnia - a na pewno nie do Twojego". Właśnie ! Nie stałam się taką osobą jak ta kobieta. Zachowałam racjonalny umysł. Co chce Wam przez to pokazać? Że to pytanie "Dlaczego ja?" powinniście zadać sobie. Dlaczego? Bo to Wy kształtujecie swoje życie.
Dla mnie - osobiście - takie pytanie nie powinno istnieć, ale jeżeli już jest to korzystajmy z niego w taki sposób, aby nikt nie cierpiał. Sądzę, iż owe pytanie nie jest potrzebne w naszym zasobie słów. Dlaczego? Dlatego, że pewne rzeczy są zaplanowane z Góry. Tak ma być. Każdy z nas ma swój krzyż, który musi dźwigac. Nigdy on nie jest ani za lekki ani za ciężki, żeby nie móc z nim iść przez życie. Każdy z nas ma misję do spełnienia. Każdy z nas jest po coś ...
A więc to co przeczytaliście to takie moje "wypociny" o 1.oo .
A teraz może krótko przedstawię Wam czas, który spędziłam podczas mojej nieobecności na blogu.
Poniedziałek : szkoła, nauka.
Wtorek : szkoła, nauka.
Środa : szkoła, nauka
Czwartek : doradztwo zawodowe, ucieczka z angielskiego, szkoła, nauka, spotkanie z Patrycją ( chyba )
Piątek : szkoła, fryzjer, Droga Krzyżowa, oaza, spacer, wytwór z biologii, spanko o oo.30 :D
Sobota - dzisiaj
Pobudka - punkt 7.46 , roznoszenie paczek chorym z naszej parafii - pomyłka z Patrycją. Nasza moderatorka, powiedziała, że mamy iść do pana Stefana, no to maścimy na 7. piętro. Dzwonimy. Drzwi się otwierają. Otwiera mężczyzna. Pytam się : "Pan Stefan?" , on "Nie, jestem W..." ( nie pamiętam jak miał na imię, coś na W), to mówimy "Aha to chyba pomyłka, przepraszamy", po czym on mówi : "Już wiem o co chodzi, wy do mamy, Stefani" UPS ! Przypał. Już się tam nigdy nie pokażemy :P
Potem moja przyjaciółka szła do fryzjera, ja jej towarzyszyłam. Potem spacer. Park. Dziw-karska szminka :P <-- wiem, że to czytasz Patrysiu *.* kocham Cię, moja dziweczko z trzech garbów.
Domek. Real. Media Markt. Domek. Biedronka. No i najlepsze !
Wycieczka rowerowa z moim deklem ! Z Dżesiczką :* z moją kochaną Dżesiką :* wyruszyłyśmy o 17.00, pojechałyśmy na Wojciecha, potem na Koreę ( dzielnica Katowic ), dzwoniła ciocia Dżesiki z zapytaniem gdzie jesteśmy to my kłamiemy, że na Wojciecha. Szybko wracać, bo coś chcieli. Potem pizza. Znowu jeździmy. Park o 20.30. Powrót do domu coś przed 21.00 . Zmęczone :) pierwszy raz na rowerze w tym roku. Warto było z Dżesiką zawsze warto. Nie ma to jak z Korei zrobić Wojciecha, wpaść do rowu, zderzyć się z drzewem, wracać się co 5 min do domu po coś, ciągnący seeer z pizzy, wymieszać wszystkie sosy, bać się chłopaków z parku, wchodzić na dach, wyklinać się co sekundę.
No cóż rozpisałam się. Dziś tak troszku chaotycznie - jak ostatnio, ale jak wcześniej pisałam, tak samo jest w mojej głowie. Brak jakiegokolwiek schematu.
# 3majcie się ciepło. Dobranoc :*
Zapodam Wam kilka zdjęć :*
 |
| Przed wizytą u fryzjera |
 |
| Dziwkarskie usteczka :P |
 |
| Piątkowa wizyta u fryzjera ^^ |
 |
| Mój dekielek - Dżesika *.* |
 |
| I believe I can fly *.* mejne oczy :P |