czwartek, 22 maja 2014

POLAND COME BACK ♥

Tydzień zleciał jak biczem strzelił.
Pamiętam dzień, w którym dowiedziałam się o wyjeździe do Londynu, a teraz już jestem drugi dzień po powrocie. 
Wrażenia mega. 
Do tej pory nie wierzę w to, że moje marzenie się spełniło. Pojechałam do miejsca, którym jaram się od 5 lat, miejsca, które kocham, miejsca, które znajduje się na mojej pościeli, poduszce, obrazie itp.
Nie potrzebowałam telewizji, internetu, zdjęć - zobaczyłam wszystko na własne oczy, mogłam wszystkiego dotknąć, mogłam wszystkiemu zrobić zdjęcia i powiedzieć, że to ja jestem ich autorem. 
Życie w Anglii całkowicie odbiega od życia w Polsce. 
Ludzie mili, chętni do pomocy ( sami się pytają czy pomóc ), każdy - a zresztą ludzie, których spotkałam - uśmiechnięci, weseli. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Idealna tzw. angielska trawa, na której wszyscy siedzą i cieszą się dniem. Każdy jest tolerancyjny - w końcu to kraj wszystkich narodowości - nie ważne czy mały, duży, gruby, chudy, zdrowy, chory, biały, czarny, hindus, mnich, katolik.
Nie mogę też oceniać wszystkiego, bo tam nie mieszkam, nie wiem jak traktuje się ludzi z tzw. niższych sfer. Mogę tylko napisać to co widziałam przez ten tydzień. 

Pobyt trwał od 14.05-20.05.2014r.
Pogoda nam dopisała jak nigdy - wszyscy mówili, że to nawet, że pogoda nie pasuje do podstawy meteorologicznej Anglii. Przed wyjazdem, gdy sprawdzałam prognozę pogody pisało, iż ma byc około 18 stopni, chmury i heavy showers ( moje ulubione określenie na przelotne deszczyki ). Na całe szczęście pogoda mega nas zaskoczyła. 25 stopni, czyste niebo, czasami delikatny orzeźwiający wiaterek. Wspaniale. 

Postaram Wam się wszystko streścić :) 

Środa 

O 2.00 w nocy - pobudka. Na lotnisku byliśmy o 4.00, po około 10 min nastąpiła odprawa ( filmik na moim instagram'ie ), a o 6.00 wylot z Katowic - Pyrzowic.
Lot trwał 2 godziny i 5 minut. Na miejscu byliśmy o godzinie 7.05 czasu lokalnego ( godzina wcześniej ).
Lot był wspaniały. Chmurki, małe domki, widoki po prostu mega ! 
Z lotniska odebrał nas wujek. Pojechaliśmy do Windsor. Piękne miasteczko. Mieści się tam College, w którym I semestr nauki kosztuje 40 tys. funtów. Następnie udaliśmy się do kawiarni na kawkę. Później zobaczyliśmy zamek. Weszliśmy do auta i udaliśmy się w kierunku parku. Było cudownie, dużo miejsca, łąki, polany. Weszliśmy na wzniesienie, z którego było widać panoramę miasteczka - West Dalton.

Kolejnym etapem wycieczki był odpoczynek u wujka w domu. Gdy nadeszła godzina 15.00 , pojechaliśmy do hotelu, który mieści się w Northold. Po rozpakowaniu, poszliśmy na spacer, kupiliśmy kartę na środki komunikacji ( metro, autobus i chyba TAXI ).

Czwartek 



Cały dzień spędziliśmy w centrum Londynu. Udaliśmy się metrem i wyszliśmy w miejscu, które nosi nazwę BANK - nie na daremno ... miejsce banków, banków i jeszcze raz banków. Zwiedziliśmy wiele miejsc, ale takim, które dla mnie najbardziej się liczyło to TOWER BRIDGE.
Przeszliśmy podobno około 10 km na nogach. Potem powrót metrem do naszego hotelu.

Piątek 

Kolejny dzień w Londynie. Ważne punkty : Big Ben, London Eye, St. James's Park, Buckingham Palace, Green Park, Hyde Park. Każde z tych miejsc jest dla mnie ważne i nie potrafiłabym wybrać gdzie podobało mi się najbardziej. Na pewno wielkim przeżyciem i wielką atrakcją było London Eye. Widoki - meeeega. Przepraszam, że nadużywam słowa "mega" i "wspaniale", ale to najlepiej opisuje to wszystko.



Sobota

Dzień spędzony z wujkiem. Najpierw wycieczka objazdowa po Londynie - zobaczyliśmy największe na świecie centrum finansowe. Potem daliśmy się do Greenwich. Zobaczyliśmy statek Cutty Sark. Planem wycieczki był POŁUDNIK 0 stopni , a więc i tam się udaliśmy. Po zwiedzeniu wszystkich najważniejszych punktów na liście wróciliśmy do hotelu.

Niedziela 



Pojechaliśmy metrem do Notting Hill, alby zobaczyć dzielnicę, która stała się sławna dzięki kręconemu tam filmowi. Udaliśmy się w stronę Hyde Park'u. Oczywiście musiałam wejść do Starbucks'a.
Następnie zjadłyśmy tradycyjną potrawę Anglii - ryba z frytkami. YUMMY *.*


Doszyłyśmy do Hyde Park'u , weszliśmy do metra i pokierowaliśmy się w stronę hotelu.

Poniedziałek

OXFORD STREET *.* szał zakupowy. Zmęczona. Szczęśliwa. Zakochana w Anglii. Oczywiście trzeba było zaliczyć Starbucks'a. 

Wtorek

Powrót do domu. Wylot o 20.40 czasu angielskiego. Pokój trzeba było opuścić do 12.00. Do 16.00 chodziliśmy po Northold. Zjadłyśmy obiadek w polskiej restauracji. Przyjechał wujek. Pojechaliśmy na lotnisku. To co się stało. MASAKRA. Sytuacja jak w Kevinie.
Jechaliśmy na lotnisko półtora godziny. Dotarliśmy na czas. Wszystko na spokojnie. Bramki z odprawą zamykają o 20.00, a my byliśmy o 18.10 na lotnisku. Idziemy. Patrzymy. Nie ma naszego samolotu. Wujek mówi, aby pokazać mu bilety. Złapał się za głowę. I mówi " To wy lecicie z tego lotniska, z którego przylecieliście". A my, że tak. A on, mówi, że mu się coś przestawiło i myślał, że z innego. Stres. Z jednego na drugie jest 80 km. Wszystko pędem. Mieliśmy tylko półtora godziny do zamknięcia bramki. Zdążyliśmy. 5 min przed zamknięciem. Bieg, pot, stres. Gdy usiedliśmy w samolocie, emocje opadły. Sen. Powrót do domu.


Wycieczka udana. Wrażeń wiele. Nowe wspomnienia. Nowe karty zapełnione w moim życiorysie. Kolejne spełnione marzenie - MAKE DREAMS COME TRUE. Szczęście. Radość. Uśmiech.


Tu 3majcie kilka zdjęć, misiaczki *.* 

Wylot z Polski do Anglii ^^ 

W trakcie lotu do Londynu

Windsor





Tower Bridge 




Big Ben - naprawdę BIG 
Buckingham Palace




Za mną to największe na świecie centrum finansowe 

Południk 0 stopni - Greenwich





Po przeżyciach - powrót do Polski 

Karta do poruszania się środkami lokomocji

Torba zakupowa z Primark'a 

Ciuszki z Oxford Street

Całuję :* 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz