sobota, 24 maja 2014

MARZENIA, MARZENIA I JESZCZE RAZ MARZENIA

Szybka, krótka notka - aby się z Wami podzielic, kolejnym spełnionym marzeniem.
Byłam dzisiaj na spotkaniu w empiku w SCC - Katowice, z Patrykiem Kumórem.
Spełniłam kolejne ze swoich marzeń. MAKE DREAMS COME TRUE ♥
Marzenia się spełniają, na prawdę się spełniają. Dlatego jeżeli ktoś mówi Wam inaczej powinniście miec taką osobę głęboko w dupie - przepraszam za wyrażenie, ale inaczej się nie da.
Jeżeli czegoś chcemy w 100%, a może i więcej to się spełni. Trzeba tylko w to wierzyc i pomagac, bo wiara góry przenosi, a pomoc uszczęśliwia.
Czym byłby świat bez marzeń ? Szarą, ciemną otchłanią, która dla nikogo i niczego nie znaczy, która jest niczym. Dlaczego ? Bo to właśnie marzenia sprawiają, że nasz świat jest kolorowy, szczęśliwy, wyjątkowy, a my mamy po co i dla kogo życ.

Dziękuję również Andżelice, która również dzisiejszymi słowami sprawiła, że jeszcze bardziej się zmotywowałam. Jesteś KOCHANA ! ♥  Odliczam już dni do grudniowego spotkania - dzięki Tobie i Patrykowi po moich policzkach spłynęły łzy szczęścia.

Nie ważne jak wyszłam, ważne jest to z kim jestem na zdjęciu . *.* dziękuję 

Uśmieszki : ) 


Moje ręce .... się trzęsły jak osika ^^

czwartek, 22 maja 2014

POLAND COME BACK ♥

Tydzień zleciał jak biczem strzelił.
Pamiętam dzień, w którym dowiedziałam się o wyjeździe do Londynu, a teraz już jestem drugi dzień po powrocie. 
Wrażenia mega. 
Do tej pory nie wierzę w to, że moje marzenie się spełniło. Pojechałam do miejsca, którym jaram się od 5 lat, miejsca, które kocham, miejsca, które znajduje się na mojej pościeli, poduszce, obrazie itp.
Nie potrzebowałam telewizji, internetu, zdjęć - zobaczyłam wszystko na własne oczy, mogłam wszystkiego dotknąć, mogłam wszystkiemu zrobić zdjęcia i powiedzieć, że to ja jestem ich autorem. 
Życie w Anglii całkowicie odbiega od życia w Polsce. 
Ludzie mili, chętni do pomocy ( sami się pytają czy pomóc ), każdy - a zresztą ludzie, których spotkałam - uśmiechnięci, weseli. Wszystko zapięte na ostatni guzik. Idealna tzw. angielska trawa, na której wszyscy siedzą i cieszą się dniem. Każdy jest tolerancyjny - w końcu to kraj wszystkich narodowości - nie ważne czy mały, duży, gruby, chudy, zdrowy, chory, biały, czarny, hindus, mnich, katolik.
Nie mogę też oceniać wszystkiego, bo tam nie mieszkam, nie wiem jak traktuje się ludzi z tzw. niższych sfer. Mogę tylko napisać to co widziałam przez ten tydzień. 

Pobyt trwał od 14.05-20.05.2014r.
Pogoda nam dopisała jak nigdy - wszyscy mówili, że to nawet, że pogoda nie pasuje do podstawy meteorologicznej Anglii. Przed wyjazdem, gdy sprawdzałam prognozę pogody pisało, iż ma byc około 18 stopni, chmury i heavy showers ( moje ulubione określenie na przelotne deszczyki ). Na całe szczęście pogoda mega nas zaskoczyła. 25 stopni, czyste niebo, czasami delikatny orzeźwiający wiaterek. Wspaniale. 

Postaram Wam się wszystko streścić :) 

Środa 

O 2.00 w nocy - pobudka. Na lotnisku byliśmy o 4.00, po około 10 min nastąpiła odprawa ( filmik na moim instagram'ie ), a o 6.00 wylot z Katowic - Pyrzowic.
Lot trwał 2 godziny i 5 minut. Na miejscu byliśmy o godzinie 7.05 czasu lokalnego ( godzina wcześniej ).
Lot był wspaniały. Chmurki, małe domki, widoki po prostu mega ! 
Z lotniska odebrał nas wujek. Pojechaliśmy do Windsor. Piękne miasteczko. Mieści się tam College, w którym I semestr nauki kosztuje 40 tys. funtów. Następnie udaliśmy się do kawiarni na kawkę. Później zobaczyliśmy zamek. Weszliśmy do auta i udaliśmy się w kierunku parku. Było cudownie, dużo miejsca, łąki, polany. Weszliśmy na wzniesienie, z którego było widać panoramę miasteczka - West Dalton.

Kolejnym etapem wycieczki był odpoczynek u wujka w domu. Gdy nadeszła godzina 15.00 , pojechaliśmy do hotelu, który mieści się w Northold. Po rozpakowaniu, poszliśmy na spacer, kupiliśmy kartę na środki komunikacji ( metro, autobus i chyba TAXI ).

Czwartek 



Cały dzień spędziliśmy w centrum Londynu. Udaliśmy się metrem i wyszliśmy w miejscu, które nosi nazwę BANK - nie na daremno ... miejsce banków, banków i jeszcze raz banków. Zwiedziliśmy wiele miejsc, ale takim, które dla mnie najbardziej się liczyło to TOWER BRIDGE.
Przeszliśmy podobno około 10 km na nogach. Potem powrót metrem do naszego hotelu.

Piątek 

Kolejny dzień w Londynie. Ważne punkty : Big Ben, London Eye, St. James's Park, Buckingham Palace, Green Park, Hyde Park. Każde z tych miejsc jest dla mnie ważne i nie potrafiłabym wybrać gdzie podobało mi się najbardziej. Na pewno wielkim przeżyciem i wielką atrakcją było London Eye. Widoki - meeeega. Przepraszam, że nadużywam słowa "mega" i "wspaniale", ale to najlepiej opisuje to wszystko.



Sobota

Dzień spędzony z wujkiem. Najpierw wycieczka objazdowa po Londynie - zobaczyliśmy największe na świecie centrum finansowe. Potem daliśmy się do Greenwich. Zobaczyliśmy statek Cutty Sark. Planem wycieczki był POŁUDNIK 0 stopni , a więc i tam się udaliśmy. Po zwiedzeniu wszystkich najważniejszych punktów na liście wróciliśmy do hotelu.

Niedziela 



Pojechaliśmy metrem do Notting Hill, alby zobaczyć dzielnicę, która stała się sławna dzięki kręconemu tam filmowi. Udaliśmy się w stronę Hyde Park'u. Oczywiście musiałam wejść do Starbucks'a.
Następnie zjadłyśmy tradycyjną potrawę Anglii - ryba z frytkami. YUMMY *.*


Doszyłyśmy do Hyde Park'u , weszliśmy do metra i pokierowaliśmy się w stronę hotelu.

Poniedziałek

OXFORD STREET *.* szał zakupowy. Zmęczona. Szczęśliwa. Zakochana w Anglii. Oczywiście trzeba było zaliczyć Starbucks'a. 

Wtorek

Powrót do domu. Wylot o 20.40 czasu angielskiego. Pokój trzeba było opuścić do 12.00. Do 16.00 chodziliśmy po Northold. Zjadłyśmy obiadek w polskiej restauracji. Przyjechał wujek. Pojechaliśmy na lotnisku. To co się stało. MASAKRA. Sytuacja jak w Kevinie.
Jechaliśmy na lotnisko półtora godziny. Dotarliśmy na czas. Wszystko na spokojnie. Bramki z odprawą zamykają o 20.00, a my byliśmy o 18.10 na lotnisku. Idziemy. Patrzymy. Nie ma naszego samolotu. Wujek mówi, aby pokazać mu bilety. Złapał się za głowę. I mówi " To wy lecicie z tego lotniska, z którego przylecieliście". A my, że tak. A on, mówi, że mu się coś przestawiło i myślał, że z innego. Stres. Z jednego na drugie jest 80 km. Wszystko pędem. Mieliśmy tylko półtora godziny do zamknięcia bramki. Zdążyliśmy. 5 min przed zamknięciem. Bieg, pot, stres. Gdy usiedliśmy w samolocie, emocje opadły. Sen. Powrót do domu.


Wycieczka udana. Wrażeń wiele. Nowe wspomnienia. Nowe karty zapełnione w moim życiorysie. Kolejne spełnione marzenie - MAKE DREAMS COME TRUE. Szczęście. Radość. Uśmiech.


Tu 3majcie kilka zdjęć, misiaczki *.* 

Wylot z Polski do Anglii ^^ 

W trakcie lotu do Londynu

Windsor





Tower Bridge 




Big Ben - naprawdę BIG 
Buckingham Palace




Za mną to największe na świecie centrum finansowe 

Południk 0 stopni - Greenwich





Po przeżyciach - powrót do Polski 

Karta do poruszania się środkami lokomocji

Torba zakupowa z Primark'a 

Ciuszki z Oxford Street

Całuję :* 


wtorek, 13 maja 2014

LONDYN - tak to już jutro *.*


Taaag ! To już jutro, jutro, ale jednak za kilka godzinek. 
Tak długo wyczekiwany wyjazd do Londynu, do miejsca, które kocham od lat, do miejsca, które znam tak dobrze jak swoje miejsce zamieszkania, do miejsca na punkcie którego mam odpały. 

Chodzę dziś całą podjarana, te całe pakowanie, zawirowanie, przed wyjazdem, ważenie czy bagaż nie przekroczył 32 kg, czy torba podręczna ma odpowiednie wymiary, czy wszystko jest : bilety, dowód, potwierdzenie rezerwacji hotelu. 
Jak ja kocham ten szał ! <3 

Dzisiaj jeszcze zakupy : 3 bluzeczki, dezodoranty, jakieś przekąski, pasta do zębów itp.

A więc ... jutro o 6.00 wylot - Pyrzowice.
Ogólnie to plan jest taki : 
1. Wstajemy o 2.00
2. Wyjeżdżamy o 3.00
3. Mamy tam byc o 4.00 - odprawa
4. Wylot 6.00
5. Przylot 7.00 - czasu londyńskiego 
6. Zakwaterowanie w hotelu
7. Zwiedzanie

Cieszę się, bardzo, bardzo, bardzo - kolejne marzenie zostanie spełnione *.*

Dzisiaj w szkole też odjazd. Martyna ( moja przyjaciółka ) wymalowała moje ręce mazakami, długopisami i czym tam miała pod ręką, potem dołączyli się prawie wszyscy. Było to dla mnie świetną zabawą, a zarazem bardzo wzruszającą sytuacją. Zrozumiałam, że to ( mogę już tak powiedzieć ) ostatni dzień w szkole , w tej szkole. Potem rozpoczną ciężkie życie licealistki. Czy tego chcę ? Nie wiem. Sądzę, że nie. Nie chcę dorastać, bo jest mi dobrze tak, jak jest. Ale niestety zegar biologiczny sunie dalej, bez możliwości zatrzymania.


Tak właśnie wyglądałam. Stylowo, nie praw-dasz?  

Fruuuuuu ! Mogę leciec :) 


Całuję Weronika.

PS. Oczywiście od razu jak wrócę, opiszę wszystkooooo :) 

niedziela, 4 maja 2014

Imprezki ♥


Cześć misiaczki , moje :* 
W końcu zebrałam się do pisania - gratulacje dla mnie ^^ 

Ostatnio jakoś nie było czasu, non stop coś się dzieje. Ale, cieszę się chwilą, że właśnie teraz znalazłam moment na oderwanie się od rzeczywistości i przeistoczenie się w online'nowego maniaka :P

Długi weekend rozpoczął się dla mnie wspaniale - licząc od porannej środy. :) 5 z sprawdzianu - chemia
 i odwołanie sprawdzianu z niemieckiego ... po prostu raj.
Potem rozpoczęła się najlepsza część dnia. 
MAJÓWKA ! nie wiem jak wy, ale u nas na domkach majówkę obchodzi się w nocy z 30 na 1 maja - nie istnieje cisza nocna, jest po prostu wspaniale. Grill, ognisko, kiełbaski, chlebek, krupnioki, kurczaczki, karczek, żeberka - yammy *.* rodzinka, przyjaciele, rodzina. 
Ogólnie to, ja i Jess mamy wspólną majówkową tradycję, zawsze majówkę spędzamy razem i w tym roku nie mogło być inaczej. Dużo śmiechu, jedzenia, muzyki, tańców. 
Było WSPANIALE. 


A przedwczoraj ( 2 maj ) rozpoczęcie Nocnego Maratonu Filmowego z super ludźmi. Oczywiście z Jess
 i Arturem. Zabawa była przednia. Filmy - żadnego z nich nie zobaczyliśmy z uwagą, bo tak naprawdę maraton opierał się na rozmowach, wygłupach, śmiechach, hihah i innych takich. Najgorsza była pobudka, ale co tam, daliśmy radę. Następnie znowu kilka filmów, zabawy. I pożegnanie się z gośćmi. 
Ale szczerze powiedziawszy, (już) wczorajszy dzień zaliczam do LENIWYCH. Odpoczywanie, odpoczywanie
 i jeszcze raz odpoczywanie.







Weronika ♥

PS. Dzisiaj otrzymałam ciekawe pytanie na ask'u. Oto one i moja odpowiedź : Jak podchodzisz do negatywnych zdań na twój temat?
Wspaniałe pytanie ^^
Hm , wszystko zależy od zagadnienia, które dotyczy hejtu. Jeżeli jest ono warte mojej uwagi to staram się przeanalizować wszystko. Czy ten hejt ma prawdziwe oparcie w stosunku do mojej osoby, czy, że jest po prostu wyssany z palca. Sądzę, że nigdy nic nie powinno nam przechodzić między palcami, wszystko powinno zostawić po sobie ślad, bo własnie to wszystko nas kształtuje. Negatywne opinie na mój temat dają mi pewnego rodzaju power'a do działania. Do pokazywania ludziom, że się mylą, że oceniają mój wygląd nie starając się poznać mojego charakteru. Wiele jest negatywnych zdań, wiele ich sprawiało, że płakałam, ale płakałam wtedy kiedy nie potrafiłam sobie wytłumaczy, dlaczego ludzie są bezwzględni. Teraz wszystko przyjmuję na klatę, w bananem na twarzy. Jestem kim jestem tego nie zmienię. Najważniejsze jest to, żeby zaakceptować samego siebie, bo wtedy wiele ludzi nas również zaakceptuje. Gdy sami nie potrafimy pokochać siebie to nikt nas nie pokocha. Dlaczego ? Dlatego, że będziemy żyli w przekonaniu, że jeżeli ja nie akceptuję siebie takiego jakim jestem, to jakim prawem ktoś inny ma mnie zaakceptować? Podczas takiego myślenia, nie potrafimy dopuścić do nas nikogo życzliwego.

Dobranoc :*